Usability: czy aplikacje w przeglądarkach WWW mają szansę wyprzeć programy desktopowe? Wywiady z uczestnikami

by dAREuS 14. maja 2010 21:24

Webhosting.pl - wywiad - Wiktor Zychla - IT roundtable

 

Webhosting.pl - wywiad - Pawel Maciszewski - IT roundtable

 

Webhosting.pl - wywiad - Marek Byszewski - IT roundtable

 

Webhosting.pl - wywiad - Maciej Gorski - IT roundtable

 

Webhosting.pl -wywiad-Janina Mincer-daszkiewicz-ITroundtable

 

Webhosting.pl - wywiad - Bartlomiej Lozia - IT roundtable

Tags:

Spotkania

Usability: czy aplikacje w przeglądarkach WWW mają szansę wyprzeć programy desktopowe? Druga dysusja w ramach spotkań IT roundtable

by dAREuS 10. maja 2010 21:10

Kontynuujemy nasz cykl spotkań pod nazwą ITroundtable.pl. To regularne dyskusje specjalistów z branży IT, podczas których staramy się analizować światowy i polski rynek nowych technologii, a także tworzyć idee i wizję rozwoju dla rodzimego biznesu. Drugie spotkanie poświęcilismy kwestiom usability i możliwościom aplikacji przeglądarkowych w konfrontacji z tradycyjnymi programami desktopowymi. Zachęcamy do lektury – to niepowtarzalna okazj a do tego, by poznać opinie specjalistów branży.

Od lewej: Marek Byszewski, Maciej Górski, Artur Żarski i Janina Mincer-Daszkiewicz.

 

Dariusz Nawojczyk [Webhosting.pl]: Aplikacje uruchamiane w przeglądarkach zdobywają coraz większą popularność, ale czy mają jakieś słabości? Co z punktu widzenia twórców oprogramowania jest główna słabością t ego typu systemów?

Paweł Maciszewski [Uselab]: Myślę, że jest wiele takich słabości. Jedną z głównych jest czas reakcji i ewentualne opóźnienia w reakcji elementów interfejsu. Jako drugą słabość podałbym wydajność. Są takie miejsca w biznesie, które nie zostaną obsłużone przez aplikacje webowe. To są dwie główne wady, które teraz przychodzą mi do głowy. Dodatkowo dodam, że pokrycie Sieci nie zawsze jest dostępne – co wtedy?

Bartłomiej Lozia [TETA]: Według mnie nie możemy zapomnieć o bezpieczeństwie. Możliwość potencjalnych ataków na aplikacje sieciowe jest bardzo duże.

Janina Mincer-Daszkiewicz [USOS]: Pamiętajmy jednak, by – mówiąc o responsywności – rozdzielić kwestię responsywność samego interfejsu oraz kwestie dostępu do danych. Jeśli aplikacja mocno bazuje na danych, to o tej responsywności w pierwszej kolejności będą decydowały tak naprawdę: ilości danych przesyłanych przez Sieć, przepustowość Sieci oraz możliwości tych technologii, które stosujemy po stronie interfejsu w zakresie buforowania tych danych.

Paweł Maciszewski: Tak, ale niezależnie od tego ta responsywność interfejsu będzie albo na niskim poziomie albo na wysokim. Jeśli dane będą duże, to responsywność będzie na niskim poziomie, będzie jakiś czas oczekiwania. Oczywiście, zawsze możemy to rozwiązać ładnym „loaderem”, ale to nie załatwia istoty sprawy.

Od lewej: Wiktor Zychla, Bartłomiej Lozia, Paweł Maciszewski.

 

Janina Mincer-Daszkiewicz: Zgadzam się co do tego, że technologia stosowana po stronie klienta w lepszym bądź gorszym stopniu wspomaga kwestię sprawnego dostępu do danych.

Wiktor Zychla [Vulcan]: Budujemy responsywne interfejsy bądź nie, a ich responsywność zależy tylko i wyłącznie od tego, jakich użyjemy technologii. Wydaje mi się, że Silverlight jest już dziś technologią, która daje nam narzędzia do budowy interfejsów online’owych niegorszych od ich desktopowych odpowiedników. Responsywność zależy tylko od ilości danych i od tego, jak złożone są procesy biznesowe. Dużym problemem dla aplikacji webowych jest cięgle pokrycie Sieci. W naszym przypadku nie możemy sobie pozwolić na tworzenie aplikacji tylko sieciowych, w rezultacie staramy się tworzyć takie hybrydy (sieciowo-desktopowe). Da się to zrobić, ale wydłuża się czas tworzenia takich rozwiązań.

Paweł Maciszewski.

 

Dariusz Nawojczyk: Gdzie zatem leży granica „wys tarczalności” przeglądarki internetowej, a gdzie zaczyna się pole dla korzystania z systemów desktopowych?

Janina Mincer-Daszkiewicz: Wszystko zależy od tego, jakie są nasze cele biznesowe. Pod te cele dostosowujemy interfejsy.

Maciej Górski [Skanska]: Oprócz celów biznesowych kolejnym ważnym czynnikiem jest grupa docelowa.

 

Dariusz Nawojczyk: Czy technologie takie jak Javascript, Ajax, HTML5 czy Silverlight wystarczają do uzyskania efektywnego, tzn. użytecznego interfejsu?

Maciej Górski: Jakiś czas temu zastanawialiśmy się, z jakiej technologii skorzystać, budując nasze rozwiązania. Rozważaliśmy również te przeglądarkowe, jednak ostatecznie zdecydowaliś my się na technologie WPF, która bardziej wykorzystuje zasoby komputera.

Tomasz Kopacz [Microsoft]: Byłem ostatnio na prez entacji, na której rozważano, co będzie za 10-15 lat. Najważniejszą rzeczą było to, że za 10-15 lat na rynek pracy wejdą te osoby, które teraz grają w gry RPG. One są przyzwyczajone do tego, że zaczynają wydawać jakieś polecenia swojemu avatarowi, on coś robi itd. I teraz, jak po jednej stronie zestawimy osobę, która w takim świecie ż yje, a po drugiej stronie się postawi formatkę, to to nie będzie dla niej żadne środowisko pracy. Ona nie będzie w ten sposób potrafiła myśleć. Oczywiście, można ją nauczyć tych formatek, ale może dla tych osób w ogóle interfejsy będą w innym kierunku szły. To nie będzie to, co my teraz widzimy na rynku.

Janina Mincer-Daszkiewicz: To, co w "Raporcie Mniejszości" nas fascynowało jako taka nuta przyszłości, jest dziś przedmiotem studiów uniwersyteckich.

Marek Byszewski [Internetium]: Przyznam szczerze, że gdybym przez osiem godzin musiał machać rękami w pracy, to chyba nie bardzo by mi się to podobało. Wspomnę jeszcze o kosztach wytwarzania takich aplikacji. Zrobienie naprawdę bogatego interfejsu, do którego np. użytkownicy Office’a są przyzwyczajeni, jest jednak problematyczne. Nie chodzi nawet o design, bo są różne CSS-y, są też inne technologie, ale bardzo dużo czasu kosztuje nas wytworzenie takiego fajnego, wygodnego interfejsu, który jest niezwykle responsywny. Dla mnie pisanie bardziej zaawansowanych aplikacji z wykorzystaniem HTML-a to takie sprytne włożenie kwadratowego klocka do okrągłej dziurki.

 

Dariusz Nawojczyk: Które elementy w przeglądarce są zatem absolutnie nie do zrealizowania?

Artur Żarski [Microsoft]: Moim zdaniem powinniśmy spojrzeć najpierw na to, gdzie będziemy taką aplikację uruchamiać. Jeśli mówimy o ogólnym kliencie, to założenie jest takie, że działa on na systemie operacyjnym, np. na Windows 7 – w związku z tym nasza aplikacja powinna być w jakiś sposób zgodna z tym systemem.

Tomasz Kopacz: System operacyjny jest jakimś tam pudełkiem, które ma swoje cechy. Jeśli mówimy o stronach internetowych, to jest ich milion, praktycznie na pierwszy rzut oka podobnych i każdy twórca stara się teraz jakoś wyróżnić. Czyli ten użytkownik, który na nią zaczyna wchodzić, on nie bardzo jest w stanie przenieść takiego myślenia ze strony banku jednego na stronę banku drugiego, bo będzie miał trochę inny interfejs, trochę inną filozofię działania. Firma chcę się wyróżnić w Internecie, dlatego coraz bardziej będzie komplikować i robić różne rzeczy na swojej stronie, żeby być po prostu inną.

Marek Byszewski.

 

Dariusz Nawojczyk: Czy nie jest tak, że aplikacje internetowe często imitują interfejsy znane z aplikacji desktopowych?

Wiktor Zychla: Wydaje mi się, że pytanie, czy możemy w aplikacji webowej zrobić to samo, co w aplikacji desktopowej, nie może abstrahować od tego, jaką technologią się posługujemy po stronie przeglądarki. Ja widzę olbrzymią, wręcz potężną przepaść pomiędzy budowaniem aplikacji dla przeglądarki w taki klasyczny sposób, gdzie po stronie przeglądarki mamy HTML, Javascript, cokolwiek co natywnie obsługuje przeglądarka, a taką przeglądarką, która obsługuje środowisko uruchomieniowe Silverlight, które w zasadzie nie nakłada na nas żadnych ograniczeń.

 

Dariusz Nawojczyk: W jakich scenariuszach biznesowych aplikacje sieciowe nigdy się nie sprawdzą? Czy można powiedzieć, że taka sytuacja ma w ogóle miejsce?

Wiktor Zychla: Dzisiaj tak. Stoimy u progu tego, czym Silverlight będzie za kilka lat, kiedy zostanie już obudowany technologiami być może nawet spoza Microsoft. Dzisiaj nie wszystko da się w Silverlight zrobić, lub koszt wytworzenia był by za duży. Przykładem ograniczenia jest choćby paleta formatów, które typowo zwykło się nazywać „gridami”.

Tomasz Kopacz.

 

Janina Mincer-Daszkiewicz: Skoro mamy mówić o użyteczności tych interfejsów, to warto wspomnieć o niezależności od platformy systemowej – nie udawajmy że ten problem nie istnieje.

Artur Żarski: Zgadzam się z tym, jednak żyjemy w o tyle ciekawych czasach, że bez względu na to, jaki jest system operacyjny, coraz więcej pojawia się platform programistycznych i uruchomieniowych. Są one otwartymi standardami. Zaczyna się powoli taka tendencja, żeby każda platforma uruchomieniowa – czy to będzie framework czy maszyna wirtualna Javy czy cokolwiek innego – istniał na każdej platformie systemowej. My po stronie Microsoft będziemy bronić .NET Framework, ale z szacunkiem podchodzimy do wszystkich twórców linuksowych.

Tomasz Kopacz: Wtrącę się i dodam, że Silverlight na Mac OS jakoś tam działa. Ja patrzę na to z tej perspektywy – mamy pewnego rodzaju zestaw raczej uniwersalnych kontrolek i one są podobne pod względem zachowań do różnych systemów, np. pole tekstowe – jest wszędzie, lista też. Zabawa zaczyna się przy bardziej zaawansowanych interfejsach i tutaj, niestety, decyduje masa odbiorców

Janina Mincer-Daszkiewicz:: Informatyka się rozwija, potrzeby użytkowników się rozwijają. Użytkownik chce pracować w pracy na Window sie, a w domy na Linuksie i dlaczego tak nie miałoby być?

Marek Byszewski: Technologia się zmienia, wszystko się zmienia, ale pieniądze pozostają te same. Jeżeli wszystko będzie standardowe, to czym się będziemy różnili od konkurencji?

Janina Mincer-Daszkiewicz: To dlaczego mamy standardowy interfejs systemu plików, a pod spodem są tak zupełnie różne systemy plików, że głowa boli?

Marek Byszewski: Ok, ale proszę zauważyć, że to są jednak wąskie dziedziny. Ja osobiście nie wierzę, że wypracujemy za mojego życia taki standard, co do którego wszyscy dostawcy się zgodzą. Powodem tego jest biznes, bo na jakim polu będziemy wtedy konkurować? Zawsze jest taka tendencja, że coś do tego standardu dodajemy od siebie, żeby się wyróżnić. Wierzę w to, że będzie kilku wielkich dostawców, którzy dopracują swoje środowiska – mniej lub bardziej zgodnie – raczej mniej, ale one będą na wszystkich platformach.

Wiktor Zychla.

 

Artur Żarski: Rozdzieliłbym tutaj dwie rzeczy. Z jednej strony popieram to, co powiedziała pani Janina – jeden interfejs, wspólny sposób dostępu, jedno środowisko uruchomieniowe, łatwe pisanie aplikacji bez względu na system. Z drugiej strony zgadzam sie z Markiem – mamy czysty biznes i bronimy swojej własnej platformy, swoich własnych rozwiązań. Jeśli udostępnimy to wszystkim, to zgadzam się, że przestaniemy zarabiać tyle, ile zarabialiśmy do tej pory. Więc trzeba tutaj znaleźć złoty środek.

Jest taka ciekawostka dotycząca języków programowania – żaden z nich nie posiada normy ISO. Jeśli mówimy o "uwspólnionym" interfejsie dostępu do różnego rodzaju usług, to zakładamy też to, że te języki programowania i te platformy będą zgodne z pewnymi standardami, dlatego zwracam uwagę, że żadna z platform nie jest ustandaryzowana. Każdy język ma własne certyfikaty, ale nie ma wspólnych standardów.

Janina Mincer-Daszkiewicz.

 

Dariusz Nawojczyk: W jakim kierunku będzie się zatem rozwijał Silverlight jako platforma uruchomieniowa? Czy Silverlight nie będzie czymś w rodzaju "killera" dla aplikacji napisanych w .NET?

Tomasz Kopacz: Z punktu widzenia grupy produktowej Silverlight kopiuje rozwiązania WPF – te które się sprawdziły i to zawsze będzie podzbiór. Taki wspólny model działania, który można uruchomić wszędzie. Zawsze będzie natomiast ten sprzęt, który będzie miał coś więcej, zawsze będzie ten, np. Microsoft Surface, jakiś „touchwall”, cokolwiek, co będzie miało jakieś dodatkowe funkcjonalności, co będzie wymagało dodatkowej obsługi. Bedzie zawsze jeden scenariusz, którego tak naprawdę Silverlight nigdy nie obsłuży.

 

ot;>DN: Czy nie będzie tak, że te mocne maszyny nie będą się tak bardzo liczyły, bo cała moc obliczeniowa będzie i tak w chmurze?

Janina Mincer-Daszkiewicz: Producenci sprzętu na to nie pozwolą. Pojawią się większe dyski itd.

Tomasz Kopacz: Spójrzmy na Xboksa. Mamy konsole, która po podłączeniu do Sieci – grę mogłaby pobrać, ale z powodu czysto użytkowych ona ją cache’uje lokalnie, po to aby było to wygodniejsze i szybsze. Chyba uniwersalna staje się prawda, że użytkownicy stają sie coraz bardziej nerwowi.

Wiktor Zychla: Być może wkrótce będzie tak, że wrócimy do tych czasów sprzed 20 lat, gdzie chmura serwerów nie tylko będzie uruchamiała logikę biznesową naszych aplikacji – ona będzie po prostu uruchamiała naszą aplikację. Jedyne czego my będziemy potrzebowali, to jakiś ustandaryzowany protokół pulpitu zdalnego. Wtedy już nie będzie znaczenia czy klientem naszym jest Windows czy Linux. Wtedy wrócimy do pisania tych starych dwuwarstwowych aplikacji, które będą się uruchamiały na serwerze i to nie będzie miało znaczenia, jaka tam jest technologia. Z punktu widzenia użytkownika on będzie dostawał sekwencję obrazów. Już teraz chyba dwie inicjatywy "gamingu serwerowego" są rozwijane.

 

Dariusz Nawojczyk: Wróćmy na chwilę do środowisk biznesowych. Jeśli napisaliśmy klienta lepszego od tego, który moglibyśmy stworzyć w przeglądarce, to pozostaje jeszcze kwestia zarządzania tymi aplikacjami. Jak sobie z tym radzicie?

Bartłomiej Lozia: Życie pokazuje, że choć aplikacja może być zainstalowana na końcówce użytkownika, to ze wzrostem liczby użytkowników i rozpoczęciu procesu utrzymania przez wąską grupę specjalistów pojawia się problem z dystrybucją oprogramowania i uaktualnień. Dlatego administratorzy decydują się uruchamiać usługi terminalowe i wtedy gruby klient jest uruchomiony na serwerze terminalowym, co powoduje że na końcówce nic nie trzeba instalować. Administrator jest pewny że, jak zrobi update tego klienta w jednym miejscu, to aktualizacja będzie wszędzie. Dodatkowo takie rozwiązanie pozwala korzystać z połączenia funkcjonalności interfejsu „grubego klienta” plus możliwość dystrybuowania tego gdzieś w Sieci.


Dariusz Nawojczyk: Jakie są faktyczne relacje pomiędzy produktywnością a użytecznością?

Janina Mincer-Daszkiewicz: Teza, że im szybciej działa aplikacja, tym szybciej użytkownik pracuje, jest moim zdaniem zła. Jak projektujemy aplikacje, to mamy jakieś cele biznesowe. W tych celach biznesowych jest wymienione, że użytkownik ma pracować wydajnie w ramach swojego biznesu, a aplikacja to zadanie powinna mu maksymalnie ułatwić.

Bartłomiej Lozia: Trzeba zrozumieć biznes i potrzeby użytkownika.

Wiktor Zychla: Użytkownik oczekuje, że jak odpali program, który nazywa się "dziennik", to on będzie wyglądał jak dziennik.

Artur Żarski: Dla mnie produktywność jest wtedy, kiedy mogę coś wykonać szybko. Z drugiej strony mamy aplikacje, która ładnie wygląda, potrafię się nią posługiwać w sposób intuicyjny. Przykładem dobrym jest Word 2007 i wstążka – wprowadzam tabelkę i pojawia mi się kontekstowo dodatkowe zakładki, które mi tą tabelkę pozwalają modyfikować. Dlatego ja bym się zastanowił, czy nie dałoby się stworzyć wspólnego terminu dla aplikacji użytecznej i produktywnej.

Paweł Maciszewski: Jedną z definicji użyteczności jest to, że użytkownik szybko osiąga cele, w związku z czym, jeśli on te cele osiąga szybko, to tak naprawdę przekłada się to bezpośrednio na produktywność.

 

Dariusz Nawojczyk: A czego nauczyły programistów aplikacje mobilne?

Paweł Maciszewski: Szczerze powiedziawszy, to był to taki "powrót do przeszłości". Kiedyś w DOS-ie był ograniczony dostęp do pamięci i tutaj wygląda to podobnie. Przez lata ilość tej pamięci wzrosła, pojawił się lepszy sprzęt i tak samo dzieje się z aplikacjami mobilnymi. Już jest łatwiej. Pojawiają się środowiska uruchomieniowe np. Silverlight. Jeśli chodzi o interfejsy, to zderzamy się z kilkoma problemami. Jednym jest bateria, drugim jest wydajność tych urządzeń, a trzeci to wielkość monitora. W przypadku urządzeń mobilnych niezwykle istotny jest również kontekst użycia. Czy trzymamy w lewej ręce czy prawej, czy jadąc samochodem itd.

 

Dariusz Nawojczyk: Na podstawie działań Microsoft możemy zaobserwować, że nie należy wszędzie wpychać swojego desktopu, bez względu na to, jak wielki będzie ekran. Czy jest możliwe, że całkowicie odejdziemy kiedyś od tej metafory desktopu, którą cały czas się posługujemy bez względu na to z jakiego urządzenia korzystamy?

Paweł Maciszewski: Tak. Powinniśmy o tym myśleć, bo są użytkownicy, którzy nie zawsze rozumieją, co to jest okno, co to jest folder, co to jest plik. Oni chcą wykonać jakąś akcje, konkretne działanie. Więc wyjęcie tak jakby podstawowych przycisków na zewnątrz i rezygnacja z pulpitu byłyby wskazane dla nich. Tutaj jednak również kontekst ma znaczenie.

 

Dariusz Nawojczyk: Czy estetyka interfejsu ma również znaczenie? Czy funkcjonalny i użyteczny interfejs musi być estetyczny?

Artur Żarski: Powinien być. Inaczej wygląda interfejs zaprojektowany przez programistę, a inaczej wygląda interfejs dokładnie ten sam, ale zaprojektowany przez kogoś, kto się na tym zna.

Paweł Maciszewski: Kwestia estetyki interfejsu została naukowo zbadana. Japończycy przeprowadzili test – wystawili dwa bankomaty o identycznych funkcjach. Jeden miał estetyczny interfejs, a drugi miał zwykły interfejs. Okazało się, że ludzie korzystający z estetycznego interfejsu popełniali dużo mniej błędów.

 

Dariusz Nawojczyk: Jak dużo czasu poświęcacie na estetykę podczas pracy nad interfejsem?

Paweł Maciszewski: Zazwyczaj jest tak, że projektujemy, programujemy i równolegle po skończonym projektowaniu rusza warstwa graficzna, która jest konsultowana z klientem. To w zasadzie zależy od wymagań klienta.

 

Dariusz Nawojczyk: Załóżmy, że powstał nowy interfejs – jak dużo czasu potrzeba, aby Ci którzy będą go używali, nauczyli się go?

Wiktor Zychla: W kontekstach, o których ja mogę powiedzieć, to przynajmniej trzykrotnie wymienialiśmy linię technologiczną różnych programów i nie przypominam sobie, żeby w jakikolwiek sposób „usability”, czy to w jaki sposób ten użytkownik odbiera ten interfejs, było w którymś momencie barierą. Zupełnie co innego decydowało o tym, że pierwsze zderzenie użytkowników z aplikacjami było niekorzystne – mianowicie to, że nowy program zastępuje ten, do którego ludzie byli juz przyzwyczajeni.

Bartłomiej Lozia.

 

Janina Mincer-Daszkiewicz: Podam przykład z innej dziedziny. W mojej starej mikrofalówce wiedziałam, jak podgrzać potrawę i jak zrobić grzanki, a w tej nowej to tylko podgrzewam. Zmienił się interfejs i teraz żeby, się dowiedzieć, jak te grzanki się robi, to ja musiałabym przeczytać dokumentacje. Musiałabym poświęcić 15 minut czasu i zawsze mi tych 15 minut brakuje.

Maciej Górski.

 

Dariusz Nawojczyk: Ja mam inny przykład – ludzie, którzy przesiadają się ze starych wersji Office do nowych. Pomimo ogromnych środków, które Microsoft przeznaczył na badania nowego interfejsu i na jego stworzenie, to i tak pojawiają się ludzie którzy wola stary. Dlaczego?

Wiktor Zychla: Ja zaliczam się do tej grupy, którzy wolą stary interfejs Office. Po dziewięciu miesiącach używania nie mogę się do nowego przyzwyczaić.

Od lewej: Maciej Górski i Artur Żarski.

 

Maciej Górski: W dzisiejszych czasach człowiek już nie chce czytać instrukcji, dlatego taka odważna zmiana interfejsu jest ryzykowna. Nie twierdzę, że nie należy tego robić, bo postęp musi być, ale może powinien on być delikatny, ostrożny. Office jest dobrym przykładem na to, że firma bardzo odważnie zmieniła interfejs.

Artur Żarski: Zgadzam się po części. Wydaje mi się, że to wynika tylko i wyłącznie z lenistwa. Zgadzam się, że jak ktoś jest przyzwyczajony do interfejsu A, to trudno mu się przesiąść na interfejs B. Pytanie: czy nie warto czasami poświęcić kilku chwil na opanowanie tego nowego? Często zwiększy to naszą produktywność.

Wiktor Zychla: Nie możemy powiedzieć, że zmiana zawsze jest na lepsze.

Janina Mincer-Daszkiewicz: Spójrzmy, jak trudne staje się nasze zadanie jako programistów. Z jednej strony użytkownik ma pewne przyzwyczajenia i wygodna dla niego jest standaryzacja, z drugiej strony chce nowości, chce estetyki i trzeba mu jakoś dogodzić.

Barłomiej Lozia: Trudnym zadaniem dla nas będzie projektowanie interfejsów dla Surface. Ogólnie w przypadku ekranów dotykowych mamy zupełnie inny zestaw kontrolek, całkiem inne zachowanie, kiedy operujemy gestami. I to jest wyzwanie. Na razie gdzieś w naszych głowach tkwi przekonanie, że kiedyś to będzie, ale boimy się podejść do tego tematu, bo to jest zupełnie inne podejście do projektowania interfejsu.

Wiktor Zychla: My od czasu do czasu wymieniamy w naszych aplikacjach layout. W ten sposób, że wszystkie funkcje biznesowe dokładnie w tym samym miejscu są zachowane, tylko zmienia się kolorystyka, zamieniamy ikony. Po którejś tam kolejnej wymianie dostajemy sygnały od użytkowników, że ta nowa aplikacja jest jakaś bardziej przyjazna, że z niej się lepiej korzysta, co nas trochę bawi, bo jest to dokładnie ten sam program – tylko ładniej wygląda.

Marek Byszewski: Ja myślę, że to oczywiste, że ludzie nie lubią, jak się im zabiera to co dobrze znają.

 

Dariusz Nawojczyk: Czy nowe interfejsy są w ogóle potrzebne? Czy nie jest może tak, że klienci sami apelują, aby nie zabierać im dobrze znanego interfejsu?

Maciej Górski: Mówią tak w momencie zmiany. To jest naturalne. Natomiast interfejsy trzeba od czasu do czasu odświeżyć, choćby dlatego, że powstają przez wiele lat i stają się w pewnym momencie nieoptymalne. W przypadku takiej aplikacja jak nasza na jej wygląd miało wpływ wiele osób, które nie były projektantami ani informatykami, a jedynie użytkownikami. Jest to system ERP napisany przez pracowników Skanska na potrzeby naszej firmy o nazwie Korab. Dodam, że to duży system – ostatnio mieliśmy audyt KPMG, o który sami poprosiliśmy, żeby zorientować się jak nasz system ma się do rozwiązań wiodących na rynku i wyszło to tak, że w obszarach, na których nam zależało, wypadliśmy lepiej.

Paweł Maciszewski: Mam wrażenie, że powinniśmy odróżnić odświeżenie na zasadzie zmian graficznych, od odświeżenia na zasadzie zmian ergonomicznych.

Dariusz Nawojczyk: TETA jest typowym przykładem firmy, która tworzy na masowa skalę duże rozwiązania – czy wykorzystujecie nowości Windows 7 przy projektowaniu tej aplikacji?

Bartłomiej Lozia: Produkt, nad którym pracujemy, nazywa się TETA Constellation. Jest to pakiet ERP o dużej funkcjonalności biznesowej, którym konkurujemy z SAP-em na polskim rynku. Zbudowany jest z wykorzystaniem bazy Oracle i platformy .NET. Interfejs użytkownika, czyli moduł kliencki bazuje na Windows Forms z elementami Windows Presentation FOundation. Po drodze stoi serwer hostujący logikę biznesową. Serwer zbudowany jest również w oparciu o platformę .NET. Do tej pory zintegrowaliśmy klienta aplikacji TETA Constellation z systemem Windows 7 w zakresie paska postępu, jumplisty oraz mechanizmu „Search” z którego jesteśmy najbardziej dumni. Są to typowe rzeczy wystawiane przez API Windows 7.

Marek Byszewski: W przypadku Korab zastosowany będzie także system wyszukiwania oparty o Federated Search, gdzie dla użytkownika nie ma różnicy czy szuka obiektów w systemie ERP czy dokumentów na dysku.

 

Dariusz Nawojczyk: Kilka razy dzisiaj pojawiła się kwestia pewnej dychotomii. Z jednej strony mamy programistów, z drugiej mamy designerów i we współpracy tych dwóch grup czasami iskrzy.

Maciej Górski: Ja przeżyłem bardzo pozytywne zaskoczenie we współpracy tych dwóch zespołów. Poprosiliśmy grafików, których mamy w firmie, ale specjalizujących się w innej dziedzinie, o zaprojektowanie interfejsu. To, co od nich dostaliśmy, bardzo pozytywnie nas zaskoczyło – nie było to nic nowatorskiego, ale nasi programiści nie potrafili sami tego wyprodukować, dlatego czasami warto zainwestować pieniądze w grafika czy projektanta.

Paweł Maciszewski: Ja mam często do czynienia z kłótniami pomiędzy programistami i projektantami. Uważam, że są dwa klucze do osiągnięcia sukcesu. Jednym kluczem jest to, aby jakiś przedstawiciel programistów brał udział w doradzaniu projektantom na etapie tworzenia architektury. Drugi klucz jest taki, żeby dokumentacja, która przekazuje się programistom, była w postaci obrazków.

Bartosz Lozia: Przy jednym projekcie, który zaczynaliśmy, był mocny udział projektanta i grafika. Efektem pracy tego zespołu było przygotowanie przez grafika makiet typowych formularzy  wraz z rozmieszczeniem oraz wymiarowaniem elementów.  Makiety stały się wzorem  kopiowanym przez wielu programistów . Wszystko po to, aby przy zespole 60-ciu programistów uniknąć efektu różnorodności formatek.

Marek Byszewski: Kiedyś chcieliśmy zatrudnić takiego projektanta graficznego z zacięciem informatycznym – okazuje się, że ciężko o takie osoby.


Webhosting.pl - IT roundtable - usability - cz. 1/2


Webhosting.pl - IT roundtable - usability - cz. 2/2

Tags: , , , , , ,

Spotkania

Chmury obliczeniowe: biznes czy buzzword. Wielka dyskusja w ramach spotkań IT roundtable

by dAREuS 23. marca 2010 17:28

Zapoczątkowaliśmy nowy cykl spotkań pod nazwą ITroundtable.pl. To regularne dyskusje specjalistów z branży IT, podczas których staramy się analizować światowy i polski rynek nowych technologii, a także tworzyć idee i wizję rozwoju dla rodzimego biznesu. Pierwsze spotkanie poświęcilismy chmurom obliczeniowym. Zachęcamy do lektury – to niepowtarzalna okazj a do tego, by poznać opinie wyjątków specjalistów branży hostingowej.

 

Dariusz Nawojczyk [Webhosting.pl]: Rok temu z cała redakcją byliśmy na WebhostingDay w Kolonii. Słowo chmura było odmieniane wtedy przez wszystkie przypadki. Nikt nie wiedział za bardzo, co to jest, więc po prostu wszyscy kiwali głowami, twierdząc, że chmury to panaceum na wszystkie choroby IT. Ten rok nieco zweryfikował to podejście – już wiemy, że nie jest to taka prosta sprawa. Jak to dzisiaj wygląda? Czy pojęcie chmury jakoś się skonkretyzowało? Czy już wiecie, w którym kierunku podążać?

Michał Grzybkowski [Beyond]: Każdy okres informatyki ma swoje hasła przewodnie. Było już Web 2.0, był też WAP. Obecnie chmury są takim nośnym tematem. My widzimy to w bardzo konkretny sposób: czynnikiem konkurencyjnym na rynku data center w przeciągu kilku lat będą tylko koszty eksploatacyjne. Łączność będzie za darmo (w niektórych wypadkach już jest), a inwestycja związana z miejscem będzie się zwracała się zgodnie z biznes planem. Problemem będą koszty energetyki i chłodzenia.

W Beyond mamy do czynienia z mocą 2 MW. Ktoś za to musi płacić – są to nasi klienci. Koszty te są zaszyte w cennikach, ale wirtualizacja powoduje ich realne. Bez wirtualizacji są to kręcące się puste dyski czy cykle procesora, które nie są sprzedane – a za co trzeba zapłacić, trzeba to schłodzić itd.

Gdy około dwa lata temu wprowadzaliśmy rozwiązania wirtualizacyjne, gigantycznie wzrosła nam rentowność tzw. „metra kwadratowego" naszeg data center.

Anna Wieluńska, OVH

 

Czyli chmurę widzicie jako pojęcie „infrastructure as a service”?

Michał Grzybkowski: Tak, jest to środowisko, do którego przychodzą małe lub średnie przedsiębiorstwa. One rozumieją już, że warto pewne rzeczy outsource'ować i nie trzeba się z nimi mierzyć na własnym podwórku. Znika dla przykładu problem skalowalności – firmy rosną w chmurach bez większego problemu.

Jeśli chodzi o rozwój tej branży, to widzę dwa strumienie, które się ze sobą nie przenikają. Po pierwsze, coraz lepsze chmury, po drugie zaś, coraz lepsza kolokacja łącznie z piętrem dodatkowych serwisów.

Jako ciekawostkę dodam jeszcze fakt, że amerykańskie data center zużywają 5% całkowitej konsumpcji energii tego kraju. To pokazuje skalę problemu – jeżeli na wirtualizacji jesteśmy w stanie oszczędzić kilkadziesiąt procent kosztów, to warto to zrobić.

Bartosz Pampuch, Comarch i Tomasz Kopacz, Microsoft

 

Jak widzicie natomiast budowanie usług w chmurze? Jakie jest wasze podejście do tego tematu?

Bartosz Pampuch [Comarch]: Myślimy o stworzeniu platformy, która pozwoli na budowę rozwiązań informatycznych. I nie chodzi nam nawet o stworzenie jakiejś wyspecjalizowanej usługi, np. streamingu, ale właśnie platformy, która umożliwi programiście tworzenie własnych rozwiązań biznesowych i hostowanie ich u nas, a następnie dalszą odsprzedaż potencjalnym klientom.

Marcin Kuśmierz [home.pl]: Próbujemy mówić o chmurze, ale gdybyśmy spróbowali zdefiniować samo pojęcie, to usłyszelibyśmy dziś wiele różnych definicji. Obawiam się, że być może operujemy pojęciami, których nasz rynek nie rozumie.

Przeprowadziliśmy w home.pl test, sprawdziliśmy w archiwach, ile mieliśmy zapytań o chmurę obliczeniową. Odpowiedź brzmi zero, a mamy milion użytkowników. Nie chcę mówić, że rynek ciągle sprzedaje to samo, bo rynek się zmienia i rynek ewoluuje.

Zmienia się też rynek, do którego my adresujemy usługi. Kiedyś wszyscy chcieliśmy sprzedawać usługi specjalistom, osobom uświadomionym, którzy mają odpowiedni poziom kultury technicznej, którzy wiedzą, co kupują. Dzisiaj wszyscy wyciągamy rękę do typowego Kowalskiego.

Jan Lekszycki [Parallels]: Nie musi być tak, że klienci w pełni rozumieją, to co robicie. Sam koncept skalowalności zasobów, aczkolwiek nierozumiany dla większości, ma bardzo duże znaczenie w przypadku tych usług, które dziś uruchamiacie, np. sklepów internetowych.

Tomasz Kopacz [Microsoft]: Ja na to też patrzę z tego punktu widzenia. Tak naprawdę chmura to pewnego rodzaju abstrakcja dla klienta i to dobrze, że on nie wie, jak ona dokładnie działa. Dla klienta chmura będzie to po prostu "gniazdko z mocą obliczeniową". On tam podłączy jakieś urządzenie, „coś” się wydarzy i jego nie będzie interesowała niedostępność. To ma działać, tak jak jest teraz w przypadku prądu elektrycznego. Klient nie wnika w to, skąd on mu „się bierze”, on go po prostu ma. I ja widzę chmurę jako trend przesuwania IT w kierunku koncepji znanych u innych dostawców infrastruktury (woda, prąd itp.).

 

Czy naprawdę myślicie, że klientów nie będzie interesowało to, co hosterzy robią po swojej stronie z tymi danymi? Czy w taki razie w komunikacji nie będziecie się chwalili swoimi centrami danych?

Janusz Berta [APN Promise]: Mi się jeszcze nie zdarzyło dyskutować z klientem o chmurze. Jedyne zdanie, które się pojawia z wyrazem chmura, brzmi: IT buja w chmurach. Ja sprzedaje aplikacje typowo biznesowe i wszystkie rozmowy zaczynamy od działów marketingu albo sprzedaży. Tam nie ma słowa o tym, jakie pamięci, ile racków, jaka przepustowość itd.

 

Czyli waszych klientów nie interesuje, czy ich dane będą przechowywane w chmurze czy nie? Jeśli popatrzycie na to z punktu waszego biznesu – czy również nie ma znaczenie fakt, jak sobie zaprojektujecie infrastrukturę?

Janusz Berta: Oczywiście, że jest to ważne dla nas, bo my liczymy koszty. Chcemy mieć jak największy zwrot z jednego użytkownika. Wyobraźmy sobie instytucję finansową, która ma – jak to w instytucji finansowej – mnóstwo agentów. Ci agencie to są tak naprawdę oddzielne byty prawne. Chmura pozwala nam świadczyć usługi dla nich wszystkich, ale jest bez wątpienia nowy model biznesowy. Nie sprzedajemy tutaj licencji, hardware’u – sprzedajemy dostęp do usługi. Dla klienta ma to być coś w rodzaju abonamentu za telefon.

 

A jak to wygląda w Beyond? Czy waszych klientów interesuje to, w jaki sposób organizujecie swoją infrastrukturę?

Michał Grzybkowski: Tak jak powiedział Janusz, rozmawiamy z klientem, żeby dopasować naszą usługę do jego potrzeb. Zdarzają się też klienci, którzy pytają o szczegóły dotyczące hardware, ale jest to rzadkie. Nie zdziwiłbym się, gdyby to dotyczyło 1% klientów.

Bartosz Pampuch, Comarch

 

Jak będzie wyglądał rynek serwisów WWW w najbliższym czasie? Czy będzie rosło zapotrzebowanie na transfer i zasoby również wśród pomniejszych witryn, a może pozostaniemy przy obecnym status quo?

Marcin Kuśmierz: Nie spodziewam się tutaj wielkiego wzrostu zapotrzebowania na zasoby wśród małych i średnich witryn w najbliższym czasie. Trzeba tutaj zaznaczyć, że inne serwisy hostujemy my i inne hostuje np. Beyond. Notujemy oczywiście wzrost aktywności w różnych sezonach, ale nie jest tak, że strona wizytówka nagle przerodzi się w coś „zasobożernego”.

Michał Grzybkowski: Wedlug mnie im mniejsze przedsiębiorstwo w zakresie zasobów informatycznych, tym bardziej sensowne jest wkładanie ich do chmury. Dlatego w przypadku home.pl bezsensowne byłoby przejście na chmurę. To home.pl może być dostawcą chmury, a nie działać w chmurze.

 

Czy zatem chmury to dobre rozwiązanie dla firm małych i średnich?

Marcin Kuśmierz: Finalnie tak. Klienta coraz mniej interesuje, co się dzieje po naszej stronie. Wszyscy w tej branży wyszliśmy z tego okresu, kiedy przychodził klient i pytał o szczegóły – dzisiaj patrzy się na stabilność, dostępność i jakość usługi.

Michał Grzybkowski: Dodam, że żyjemy w takich czasach, kiedy wszyscy chcą mieć coś natychmiast. Nie chcą czekać na recenzję restauracji, jak wrócą do domu, tylko robią to przez komórkę, zanim wejdą do niej. Tak samo nie chcą czekać, aż serwerownia wystawi im nowe maszyny jutro czy pojutrze, tylko natychmiast ma wszystko działać.

 

Czy ważne jest, gdzie będzie zlokalizowana chmura? Czy ma to znaczenie z punktu widzenia usługodawcy hostingowego?

Tomasz Kopacz: Czytałem ostatnio dużo o Azure i chciałem dojść do tego, gdzie fizycznie znajdują się centra danych. Okazało się, że są to są często te same miejsca gdzie „siedzi” Amazon i Google. Dlaczego? Bo jest tam najtańszy prąd.

Michał Grzybkowski: Już dzisiaj można powiedzieć z dużą dokładności, gdzie będą się znajdowały centra danych za dziesięć lat – w krajach gdzie jest chłodno. Polska jest pod tym względem dobrym krajem.

Bartosz Pampuch: Ale nie mamy elektrowni atomowych.

Michał Grzybkowski: Są już rozwiązania typu mini elektrownia wielkości tego pokoju. Nasza firma prowadzi już rozmowy z dostawcami tego typu technologii – mogę powiedzieć, że takie źródła energii są już w zasięgu firm hostingowych.

Bartosz Pampuch: Z tego co wiem, to Microsoft ma wizję data center mobilnych, mają być tworzone klocki przewożone ciężarówkami.

Jan Lekszycki: Z tego co mówicie wynika, że na rozwój chmury będzie wpływał rozwój infrastruktury. Mi osobiście nie podoba się to, że to będzie w USA, bo tam jest najtańsza energia. Wolę koncepcję ruchomego data center, pod warunkiem, że będę miał dostęp do światłowodów (czyli też infrastruktury).

Michał Grzybkowski, Beyond

 

OVH całkiem niedawno rozpoczęło testy swojej chmury: na jakie problemy natrafiliście podczas wdrażania tego rozwiązania?

Anna Wieluńska [OVH]: W OVH wygląda to tak: najpierw pojawia się koncepcja, którą ogłaszamy na naszych forach. Badamy zainteresowanie klientów, zbieramy ich opinie i sugestie. Konfrontujemy naszą wizję z tym, co myślą nasi klienci. Jeśli chodzi o chmurę, to jesteśmy właśnie w fazie testów beta. Uruchomiliśmy niedawno usługi miniCloud (serwery z dostępem root), ale dążymy do stworzenia usług dla deweloperów o nazwie DevCloud specjalnie przygotowane do hostowania aplikacji z wykorzystaniem konkretnej technogii, trwają też prace nad devCloud z Javą oraz Ruby on Rails. Ma także powstać usługa AppsCloud, gdzie OVH będzie udostępniać infrastrukturę pod konkretną aplikację z możliwością elastycznego zarządzania zasobami.

 

Czy napotkaliście jakieś „blokery” na drodze do wdrażania chmur?

Anna Wieluńska: Sposób, w jaki prowadzimy nasze projekty R&D, pozwala nam na wykluczenie wszystkich „blokerów”. Przy wprowadzaniu usług Cloud stosujemy rozwiązania wykorzystywane już w naszej serwerowni, takie jak ESXi oraz wirtualne MAC. Ale przede wszystkim słucham naszych klientów – jeśli nie będą oni zainteresowani rozwijanymi przez nas usługami, to produkt nie wejdzie do oferty. Na chwilę obecna zainteresowanie jest jednak bardzo duże. Nie odnotowaliśmy żadnych problemów, które miałyby nas wstrzymywać.

Michał Grzybkowski: Ja widzę tutaj bardzo prosty bloker: wewnętrzny dział IT klienta, który boi się stracić kontrolę nad działem informatycznym w swojej firmie. Można to obejść na dwa sposoby: albo przekonuje się tych ludzi, że będą mieli mniej roboty (np. z backupem), albo idzie się piętro wyżej do dyrektora finansowego i mówi się mu o oszczędnościach na IT.

Tomasz Kopacz: Dodam tutaj jedną rzecz odnośnie do Azure. Okazało się, że przy okazji odkryto dodatkową "funkcję" tej chmury. Załóżmy, że chcemy przeprowadzić testy. Jeśli pójdziemy do działu finansowego i zgłosimy zapotrzebowanie na 20 serwerów z 60 TB RAM-u, to odpowiedź będzie w stylu "o co chodzi"?

Jeśli natomiast powiemy im, że będzie tutaj drobna opłata, bo potrzebujemy przeprowadzić testy, to taka prośba będzie prędzej rozpatrzona pozytywnie. Chmura może być zatem dla działu IT szybkim sposobem na przetestowanie ustawień na dodatkowym serwerze.

Bartosz Pampuch: Dla mnie blokerem mimo wszystko jest fakt, że brakuje narzędzi dla użytkowników chmur, które pozwolą w elastyczny sposób nimi zarządzać.

Jan Lekszycki: Dla mnie natomiast dużą moc blokowania wdrożeń bazujących na chmurach mają instytucje rządowe, w których wszystkie kwestie związane z danymi i ich przenoszeniem stają się kłopotliwe. W USA znaleziono dobre rozwiązanie: pomiędzy nimi, a chmurą jest jeden krok pośredni – centralizacja zasobów IT.

Z tych wszystkich instytucji rządowych posiadających swoich administratorów, którzy maja serwery "przy nodze", musi powstać jeden dział IT dla wszystkich. Dział ten scentralizuje zasoby, skonsoliduje i dopiero wtedy będzie można mówić o przejściu w chmurę. Podobna rzecz musiałaby się stać w przedsiębiorstwach – zwłaszcza tam, gdzie jest największy opór przed wejściem do chmury.

 

Czy obecny poziom chmury jako usługi skłania firmy takie jak Comarch do zaprzestania rozbudowy swojej infrastruktury i przejście na Azure czy inne chmury?

Bartosz Pampuch: Uważam, że dla większych graczy własne data center opłaca się bardziej. Robiliśmy analizy porównawcze i zdecydowaliśmy na rozbudowę własnego centrum danych. Tu oczywiście chodzi o skalę. Jeśli miałbym stawiać teraz od nowa data center, to pewnie bym się zastanowił.

Marcin Kuśmierz: W przypadku home.pl jest podobnie. Jedyne rozsądne rozwiązanie to inwestowanie we własną infrastrukturę.

Jan Lekszycki: Z jednej strony hosterzy chcą się koncentrować na swoim podstawowym biznesie, z drugiej zaś zastanawiające jest to, dlaczego w Polsce powstaje tak mało centrów danych.

 

Jak myślicie – przyszłość hostingu to sprzedawanie czystej infrastruktury czy sprzedawanie gotowych opakowanych usług?

Janusz Berta: Ja wierzę w potrzeby klientów – dlatego powiedziałbym, że raczej gotowych usług. Aczkolwiek obserwując różne badania, widzimy, że backup online jest najlepiej sprzedającą się usługą. To pokazuje, że to jeszcze ludzie z IT decydują o tym, które usługi są używane. Ja chciałbym zobaczyć kiedyś, że tam najwyżej jest CRM.

Tomasz Kopacz, Microsoft

 

A co z typowymi firmami hostingowymi w Polsce? Powinny rozbudowywać swoje usługi czy pozostać przy głównym biznesie?

Marcin Kuśmierz: Kiedyś wszyscy sprzedawaliśmy tzw. puste pudełka – ładnie wykonane, ale puste. Ten rynek już się skurczył – ci, którzy mieli kupić te pudełka, już to zrobili.

Dzisiaj, jeśli chcemy poszerzać ofertę, to musimy dodawać różne usługi. My zaczęliśmy od sklepów internetowych. Klienta nie interesuje to, jaki tam jest silnik, co to jest za aplikacja, w jakim języku jest napisana itd. Interesuje go zaś rozwiązanie – to że kliknie przycisk „Zakładam” i sklep działa. W taki model idą chyba dziś już wszyscy.

Jan Lekszycki: Ciekawe zatem, czy deweloperzy będą sami hostować swoje aplikacje czy przyjdą np. do home.pl?

Tomasz Kopacz: Ja wątpię w to, że osoby które wiedzą dobrze jak buduje się oprogramowanie, itd wzięły sobie na głowę utrzymanie infrastruktury.

Jan Lekszycki: Chwila, siedzisz obok przedstawiciela Comarchu.

Tomasz Kopacz: Mówię raczej o małym twórcy, który coś wymyślił. Teraz pytanie, czy on to zrobi pod Azure, czy może na czymś u hostera.

Jan Lekszycki: A czy nie może być tak, że ten mały deweloper zrobi aplikację pod Azure i potem zabierze ją i pójdzie do home.pl?

Tomasz Kopacz: Jeśli będzie mu się to opłacało. Ja myślę, że chmura przyniesie jeszcze jedna rzecz – tych klocków, z których będzie można zrobić aplikacje, będzie dużo. To nie będzie tylko Microsoft, Google czy Amazon, tylko mnóstwo składników, których sobie jeszcze nie wyobrażamy. Nie zapominajmy o SalesForce, który jest popularny w Stanach.

Anna Wieluńska, OVH, Michał Grzybkowski, Beyond i Bartosz Pampuch, Comarch

 

Gdzie w takim razie tkwi problem ze sprzedażą usług SaaS? Ludzie korzystają na co dzień z CRM-ów, ale kiedy próbujemy sprzedać te usługi w modelu SaaS (często z niższą ceną) , to nie zawsze znajdują one nabywców.

Janusz Berta: to jest bardzo złożony problem. W zależności od tego, do kogo się idzie i jak się rozmawia. Przykład konta Exchange – kosztuje ono kilkanaście złotych miesięcznie i jeśli ktokolwiek porówna je z darmowych Gmailem, to nie ma sposobu na obalenie argumentu ponoszonych kosztów. Kiedy zaczynamy natomiast rozmawiać o telefonach komórkowych i synchronizacji kalendarzy, to widać, w którym momencie i które tematy zaczynają być chwytliwe.

 

Czyli problemem jest zła komunikacja usług SaaS?

Janusz Berta: Po pierwsze, zła komunikacja, po drugie, mentalność polaków. My lubimy mieć coś za darmo. Mamy taką cechę, że bardzo długo szukamy darmowych substytutów, znacznie dłużej niż inne narody.

 

Załóżmy hipotetyczną sytuację – home.pl decyduje się na przemianę swojego centrum danych w chmurę obliczeniową. Czy podjęlibyście decyzję o wybraniu modelu, w którym zakochana jest większa część polskiego IT, czyli "weźmy coś Open Source, przeróbmy i oddajmy kliento", czy raczej pójdziecie np. Parallels i weźmiecie coś gotowego?

Marcin Kuśmierz: Na razie nie czujemy mięty, by przerabiać nasze centrum w chmurę. Z naszej strony jest więc jeszcze za wcześnie, żeby zadawać to pytanie. Nie mamy w home.pl bariery technologicznej w postaci reguły bazowania na Open Source – zawsze szukamy złotego środka i najlepszego rozwiązania.

Michał Grzybkowski: Ja odpowiem na to pytanie bardziej ogólnie – ja nie zamknę się nigdy na jedną technologie wirtualizacyjną i będę miał w ofercie tyle, ile będzie tego wymagał klient.

 

Czy Beyond myśli o biznesie czysto resellerskim? Vzy przychodzą do was klienci, którzy proszą tylko o moc obliczeniową?

Michał Grzybkowski: Jest to szeroki temat. Ludzie się zastanawiają, co robić z mocą obliczeniową w nocy? Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pomóc klientom ograniczyć konsumpcję prądu w nocy, ale tak naprawdę sama moc obliczeniowa dzisiaj bardzo ciężko się sprzedaje. Myśleliśmy i nadal myślimy o wprowadzeniu produktów typu „render farm” – do przetwarzania grafiki 3D. To jest coś, co się bardzo rozwija, co można sobie wykupić na jedną noc. Problem polega na braku jednego standardu udostępniania czystej mocy obliczeniowej.

Jan Lekszycki, Parallels

 

Co zatem zrobić z niewykorzystaną mocą obliczeniową?

Janusz Berta: Znam takie sytuacje, w których dyrektor finansowy, wprowadzając oszczędności, po prostu kazał wyłączyć połowę serwerów.

Marcin Kuśmierz: My staramy się do takiej sytuacji nie dopuszać. Mamy obecnie około tysiąc serwerów, które staramy się optymalnie wykorzystywać.

Michał Grzybkowski: Nie jest tajemnicą, że dużą część naszego ruchu generuje nasza-klasa.pl, dlatego w poniedziałek rano około godziny 9:00, jak ludzie zaczynają pracować, widzimy wzrost wykorzystania infrastruktury. Dążymy do tego, aby wykres wykorzystania infrastruktury był jak najbardziej płaski – dlatego dajemy np. w promocji większe transfery w określonych porach.

 

Jakie są koszty utrzymania waszego data center?

Anna Wieluńska: Wszystkie rozwiązania w naszych data center są przede wszystkim energooszczędne i są naszymi własnymi rozwiązaniami. Serwery chłodzimy specjalną cieczą, część sal jest także chłodzonych poprzez wymianę powietrza z otoczeniem– już te czynności pozwalają nam zmniejszyć wskaźnik zużycia energii elektrycznej. Udało nam się uzyskać PUE w serwerowni rzędu 1,2.

 

A jakie są proporcje pomiędzy utrzymaniem waszej infrastruktury, a kosztami przeznaczonymi na marketing?

Anna Wieluńska: Wstrzeliliśmy się w bum technologiczny i w ciągu ostatnich dziesięciu lat wyrośliśmy na największą firmę hostingową we Francji. W tym momencie marka OVH jest już dobrze rozpoznawana na tamtejszym rynku. Jeśli chodzi o nakłady na marketing, to z naszej strony wiele na niego nie przeznaczamy. Dopiero od czasu, kiedy zaczęliśmy funkcjonować jako grupa OVH na terenie innych krajów, możemy mówić o spójnych działaniach marketingowych. Większość naszych działań bazuje na eventach takich jak sponsorowanie Romaina Mensila, czy też układach partnerskich, które OVH.pl ma z radiem Polskastacja.

 

Czy dla naszego rodzimego rynku rozwiązanie „platform as a service” jest lepsze czy gorsze od pomysłu „infrastructure as a service”?

Bartosz Pampuch: Ja myślę, że rynek jest na tyle szeroki, że jest tutaj miejsce dla obu rozwiązań. Będąc deweloperem, przyglądałbym się raczej rozwiązaniom typu PAS.

 

Czy chmury wchłoną polskich hosterów? A może będą uzupełnieniem ich oferty?

Jan Lekszycki: Odwołam się tutaj do tego, co robi firma Rack Space i OVH. Elastyczne chmury obliczeniowe będą uzupełnieniem oferty hosterów – w taki czy inny sposób.

Marcin Kuśmierz, home.pl

 

Spróbujmy podsumować dzisiejszą dyskusję. Jak wam się wydaje: jaka usługa, aplikacja czy platforma będzie najchętniej wykorzystywana w chmurze w czasie dwóch kolejnych lat?

Tomasz Kopacz: Ja się nie podejmuje mówienia tego, co będzie w informatyce za pół roku. Ale w kwestii chmury wydaje mi się, że zdarzy się jedna rzecz. Otóż dziś mówimy o chmurze, która nazywa się Amazon, Google, Azure lub Mini Cloud, ale problem jest taki, że każda z tych chmur de facto oferuje to samo. Trywializując, podejrzewam, że pierwszym ruchem będzie jakieś ujednolicenie sposobu korzystania z chmury, jak się na nią pisze aplikacje i jak się z niej korzysta.

Jan Lekszycki: Firma Parallels ma trochę inny przepis na chmurę. Dla nas podstawowym pojęciem przy dyskusji o chmurze jest wirtualizacja, a w wirtualizacji liczą się narzędzia do zarządzania. Nasza firma idzie w tym właśnie kierunku – dostarczamy rozwiązania do automatyzacji.

Marcin Kuśmierz: Na chwile obecną nie jesteśmy zainteresowani dostarczaniem rozwiązań „cloudowych”, to nie jest coś, w czym chcemy teraz uczestniczyć. To, co możemy podciągnąć pod tę szeroko pojętą definicję chmury i co zamierzamy robić, to hosting aplikacji.

Janusz Berta: Uważam, że przyszłością dla chmur jest komunikacja.

Anna Wieluńska: Ja zgadzam się z Januszem Bertą.

Michał Grzybkowski: Ja pozwolę sobie odrobinę powróżyć. Jeśli chodzi o centra danych, to chciałbym tutaj elastyczności chmur, żeby były "niewidoczne" dla użytkowników i energooszczędne. Od strony klienta chmury będą coraz bardziej usługami.

Myślę również, że bardzo ciekawym elementem będzie przetwarzanie danych do rozrywki. Uważam, że nie powstanie PlayStation 5. Za klika lat będziemy mieli w domu łącza na tyle szerokie, żeby rozgrywki, przetwarzanie najbardziej skomplikowanych danych, odbywało się na serwerze, a my będziemy mieli w domu tylko pada.

Bartosz Papmuch: Ja bym chciał, aby chmury stały się jak najbardziej transparentne, żeby to była taka wtyczka – podłączam się i nic mnie nie interesuje. Myślę, że w perspektywie dwóch lat to się jeszcze nie stanie.

Janusz Berta, APN Promise

Tags: , ,

Spotkania

O spotkaniach

Inicjatywa ITroundtable.pl to cykl spotkań specjalistów z branży IT. Dyskutujemy, tworzymy nowe idee i kreujemy wizję rozwoju naszego rynku. Przyłącz się!

Archiwum spotkań